Konferencje
Mobile Trends

Co się stało z Clubhouse?

Początek pandemii, wielki chaos i przerażenie, obostrzenia i lockdown. W tej rzeczywistości ludzie zaczynają dostawać tajemnicze wiadomości – Jesteś już na tej apce? Otwierasz media społecznościowe i widzisz – Clubhouse. Ściągasz ją. Nic szczególnego. Okazuje się, że to nie to, gdy Drake na instastory chwali się swoim pokojem. Bardzo chcesz tam być. Jakoś udaje Ci się wybłagać zaproszenie. Dzisiaj. Po roku. Po aplikacji nie ma śladu w mediach. Czy Clubhouse jeszcze żyje?

Wszyscy pamiętamy szał aplikacyjny jaki wspomniana Clubhouse spowodowała na rynku. W obliczu dość gęstego okresu za nami, a wydaje się, że atmosfera będzie się tylko podgrzewać. Możemy pamiętać to wszystko jak przez mgłę. Pora zajrzeć więc do naszego ulubionego źródła, które odświeży nam pamięć. Wedle informacji podawanych przez Wikipedię, aplikacja Clubhouse została uruchomiona w kwietniu, dwa lata temu na systemie operacyjnym iOS. 

Za jej sukces odpowiada m. in. pandemia, która spowodowała sporo stresu, ale też i zamknęła ludzi w ich własnej celi, którą dotychczas nazywali mieszkaniem. W grudniu 2020 aplikacja miała już 600 tysięcy zarejestrowanych użytkowników. Grudzień to też znaczący wzrost zainteresowania apką wśród Amerykanów. W Polsce boom zaobserwowaliśmy w połowie stycznia 2021 roku. 

Sukces Clubhouse

Aplikacja osiągnęła popularność dzięki kilku wyróżniającym ją na tle konkurencji czynnikom.

Covid

Jednym z głównych, ale nie największym wyróżnikiem aplikacji był czas jej rozpowszechnienia. Oczywiście rozwój pandemii to dla wszystkich był czas szczególnie ciekawy. Mnóstwo regulacji, strachu, izolacji i zwolnienia tempa życia. Dla wielu osób nowa aplikacja mogła stanowić odskocznię od nierealnej wręcz nowej rzeczywistości. 

Reguła niedostępności

Do aplikacji można było dostać się tylko poprzez zaproszenie. Jako istoty społeczne mamy potrzebę przynależności do grupy. W połączeniu z cywilizacyjną udręką – FOMO, które odpowiada za strach przed pominięciem czegoś ważnego, co zobaczą inni, okazało się zabójczą mieszanką dla użytkowników.

Gdy pomyślimy też o tym jak do wszystkiego mamy dzisiaj dostęp to aplikacja, która tajemniczo objawia się niczym pogłoska o działalności sekty, wzbudza dreszcze ciekawości. Co więcej, potrzeba akceptacji w zupełności zaspokojona byłaby poprzez otrzymanie zaproszenia od innego członka. Marketing szeptany i specyfika ograniczonej dostępności zrobiły tutaj podobną robotę

Zasada lubienia i sympatii

Aplikacja postanowiła spróbować też innego promocyjnego chwytu. Największą popularność osiągnęła bowiem wtedy, gdy Elon Musk dołączył do pokoju, który utworzył Sriram Krischnan. Elon Musk nie był jedynym uczestnikiem ze świecznika. Do grona celebrytów można włączyć też Kevina Hart’a, Drake’a i Tiffany’ego Haddish’a. 

W pojęciu kreowania wizerunku możemy spotkać się ze zjawiskiem dzielenia się autorytetem czy też może reputacją. Marki współpracując ze sobą dzielą się swoimi atutami wizerunkowymi, co daje im korzyści promocyjne i użytkowe. W przypadku Clubhouse, jeśli tak wielu celebrytów korzystało z tej aplikacji ludzie od razu zapragnęli z niej korzystać, ale to nie wszystko.

Z celebrytami można było porozmawiać, będąc z nimi w pokoju, co sprawiło, że normalnie odległe persony stały się prawie namacalne.  Kolejny driver odpowiadający za pożądanie narzędzia. W równoległym wymiarze  ta sama cecha przysparzała aplikacji pozytywnych skojarzeń, skoro łączyła w sobie doświadczenie intymności z influencerami, do których pała się sympatią. Świetna kampania pijarowa to kolejny z determinantów sukcesu tejże aplikacji. 

Zasada aureoli

Przypisywanie cech a priori niedających się weryfikacji bez poznania danej osoby jest efektem aureoli. Zazwyczaj dotyczy to antagonizowania osób nieatrakcyjnych fizycznie, które społeczeństwo dyskryminuje na poczet osób wyglądających atrakcyjnie, które uważane są za inteligentniejsze, mądrzejsze i odnoszące sukcesy. Co ciekawe, zasada halo ma ogromny wpływ na funkcjonowanie poszczególnych jednostek, co udowodniły badania statystyczne i liczne przykłady.  To ludzka skłonność do przypisywania niezasadnych właściwości, które są zgodne ze znakiem emocjonalnym pierwszego przypisanego atrybutu. W przypadku Clubhouse obecność celebrytów, ale też cała otoczka niesamowitości niewątpliwie wpłynęła na pozytywny odbiór marki, bez większej ingerencji odnośnie jej przekazu.

Społeczny dowód słuszności

Szum informacyjny. Wszyscy o tym mówią. Wszyscy chcą tam być. Wszyscy to chwalą, więc musi być świetne. – te właśnie koncepcje pozwoliły psychice odbiorców na wzbudzenie popytu na usługę.

Trend audio

O wzroście znaczenia audio możemy domyślić się po samym rozwoju rynku i wynikającej z tego popularności podcasterki. Clubhouse skupiała się na czymś, co widać jeszcze na Facebooku, który zaimplementował Messenger Rooms, widząc wzrost popularności Clubhouse, Zoom czy Houseparty. Jak wiemy treści audio, asystenci głosowi i wszechobecne nagrywanie głosówek bezpardonowo wpisały się w trendy funkcjonalności, co zauważają projektanci doświadczeń użytkownika wyszczególniając projektowanie interakcji audio jako priorytet w najbliższej przyszłości. 

Co teraz?

– Na samym początku ludzie handlowali tymi zaproszeniami jak kiedyś płytami na Stadionie Dziesięciolecia. Następnie zaproszenia były rozdawane, pod koniec w ilościach hurtowych – możemy przeczytać na Antywebie. Nie mylił się też portal human360.life, który oznajmił, że wrażenie niedostępności Clubhouse potrwa tylko chwilę. Aplikacja w fazie beta stała się świętym Graalem, ale gdy stała się ogólnodostępna, wnet straciła zainteresowanie. 

Platforma cieszyła się nim krótko, a w przestrzeni można było zaobserwować wręcz przesycenie jej obecnością, co szybko zweryfikowało pozycję medium na rynku. Nie pomógł też sam marketing, który namaszczał ją na killer fitcher’a i game changer’a rynku social mediów. Nadmuchanie wizerunkowej bańki i udostępnienie aplikacji każdemu, kto ma 100 znajomych na Facebooku lub obserwujących na Instagramie pozbawiło ją wszystkich walorów odpowiadających za jej wyjątkowość. 

Specjaliści spekulują jednak, że to nie jest jej koniec, a rozwój specyficznych pokoi o konkretnej tematyce może jeszcze namieszać na rynku, ale mało osób widzi w Clubhouse tego samego pogromcę, co w styczniu ubiegłego roku. Kto wie, może twórcy nas jeszcze zaskoczą?

Udostępnij
Zobacz także