Konferencje

Testujemy gogle Oculus Quest 2 od Facebooka. Czy wprowadzą wirtulaną rzeczywistość pod strzechy?

W trakcie zapowiedzi gogli wirtualnej rzeczywistości Oculus Quest 2, Mark Zuckerberg ogłosił, że chce aby technologia ta stała się ogólnodostępna. Wygląda na to, że nie rzucił słów na wiatr, bo cena nowego Questa okazała się niższa niż jego poprzednika. Same gogle, przynajmniej w teorii, stały się również bardziej wydajne i przyjazne w obsłudze. Testowałem je w praktyce przez dwa tygodnie i zapraszam na relację z „wirtualnego frontu”.

Na wstępie zaznaczę, że nie jest to pełnoprawny test, ale raczej opinia konsumencka. Wcześniej nie miałem bowiem większej styczności z VR (Virtual Reality). Można podejrzewać jednak, że właśnie do takich osób skierowane są gogle Oculus Quest 2. Nie wymagają bowiem praktycznie żadnej wiedzy o wirtualnej rzeczywistości. Wystarczy wyjąć je z pudełka, ubrać na głowę i uruchomić. Bez skomplikowanej konfiguracji czy podłączania kablem do komputera. Bo Quest 2 to właściwie mały komputer wyposażony we własne podzespoły, baterię i ekran.

Co znajdziemy w pudełku?

Questa 2 zamówiłem z darmową wysyłką do Polski w oficjalnym sklepie internetowym www.oculus.com. Sprzęt dotarł do mnie kilka dni po premierze, w połowie października. W niewielkim pudełku z logiem Oculusa, oprócz samych gogli, znalazły się:

  • dwa kontrolery Oculus Touch,
  • kabelek USB typu C o długości 1 metra,
  • przyjemnie kompaktowa ładowarka, która powinna zmieścić się w każdym gniazdku,
  • podkładka pod okulary,
  • instrukcja obsługi, dostępna również w języku polskim.
Projekt gogli jest minimalistyczny, ale elegencki

Same gogle prezentują się skromnie, ale elegancko. To połączenie biało-szarego, gładkiego plastiku oraz czarnego panelu z dwoma soczewkami i gąbką, która ma przylegać do twarzy użytkownika. Konstrukcja jest solidna, choć po chwyceniu gogli za przedni panel słyszałem delikatne skrzypienie. Na lewym boku urządzenia znajdziemy tylko dwa gniazda:

  • port USB typu C do ładowania,
  • klasyczne wejście słuchawkowe mini jack 3.5 mm.

Po prawej stronie urządzenia umieszczono z kolei przycisk zasilania, a na spodzie dwufunkcyjny przycisk do regulacji głośności. Zdarzało mi się niechcąco wcisnąć je w trakcie poprawiania gogli, ale ich umiejscowienie nie powinno przeszkadzać na dłuższą metę.

Na prawej ściance została ukryta dioda informująca o poziomie baterii w trakcie ładowania. Na froncie gogli zobaczymy natomiast cztery kamerki śledzące nasz ruch w VR oraz umożliwiające podgląd otoczenia. Zaczep na głowę jest bardzo prosty i elastyczny, pozwala szybko ubrać urządzenie na głowę. Quest pozwala także delikatnie zmienić rozstaw soczewek, w trzech możliwych wariantach.

Po lewej stronie gogli – gniazdo mini jack 3.5 mm i port USB C; po prawej dioda i włącznik

Gogle przyjazne od samego początku

Prostota designu daje o sobie znać również w systemie operacyjnym urządzenia. Wita nas ono procesem konfiguracji, z którym powinien poradzić sobie każdy użytkownik smartfona. Nawet aktualizacja systemu jest zorganizowana tak, by nie marnować naszego czasu. Przed aktualizacją system sugeruje bowiem zdjęcie gogli z głowy, a później informuje dźwiękiem o gotowości do działania.

Przyjazny jest też system zabezpieczający, który umożliwia wyznaczanie bezpiecznej przestrzeni do zabawy. W trakcie jej ustalania, gogle pozwalają użytkownikowi podglądnąć świat naokoło przez kamerki przepustowe. Dzięki temu możliwe staje się wskazanie poziomu podłogi i zakreślenie „bezpiecznego obszaru”. Później, mając Questa na głowie, zobaczymy siatkę sugerującą gdzie kończy się bezpieczna przestrzeń. Jeśli wyjdziemy poza siatkę bezpieczeństwa, to przełączymy się w tryb widzenia otoczenia.

System operacyjny prosty jak iOS, ale oparty na… Androidzie

System operacyjny gogli bazuje na Androidzie. Do dyspozycji otrzymujemy pulpit przypominający nowy wygląd Facebooka. U dołu pola widzenia znajduje się menu z informacjami o połączeniu Wi-Fi oraz poziomie naładowania gogli i kontrolerów. Wśród dostępnych zakładek znajdują się natomiast:

  • aplikacje (zainstalowane i sugerowane),
  • osoby dodane do znajomych,
  • powiadomienia (np. o zakończonej aktualizacji),
  • udostępnianie (zrzutów ekranu, transmitowanie obrazu z gogli),
  • ustawienia.

Otrzymujemy również dostęp do sklepu z aplikacjami oraz przeglądarki internetowej. System jest więc skromny, ale zastosowany interfejs jest wygodny i ma sens.

Menu główne w systemie operacyjnym Oculus

Jeśli chcemy napisać coś np. w przeglądarce, to wskazujemy litery i wybieramy je na dużej, wirtualnej klawiaturze. Szkoda tylko, że system nie pozwala na kopiowanie tekstu. Co więcej, choć jest dostępny w języku polskim, to na klawiaturze zabrakło polskich znaków.

W zakładce „udostępnienia” znajdziemy opcje transmitowania obrazu z gogli do np. Google Chromcast lub wprost na Facebooka. W moim przypadku wystąpił problem z udostępnianiem treści w mediach społecznościowych, które zacinało się w pewnym momencie. Z tego powodu skorzystałem z internetowego „Supportu” Oculusa, który odpowiedział po 12 godzinach. Sprawa wciąż nie została jednak rozwiązana :(.

Poza tym, system operacyjny Questa jest jednak przemyślany i przyjazny, choć trzeba się do niego przyzwyczaić. Fajne jest np. to, że od razu po zdjęciu gogli z głowy, wyłączają one ekran, aby nie „zjadać” baterii. Moment wchodzenia w tryb uśpienia możemy zmienić w ustawieniach. Znajdziemy w nich także kilka innych ciekawych opcji, jak np. tryb nocny, który mniej męczy wzrok.

Do Quest 2 zalogujemy się tylko przez Facebooka

Tu dochodzimy do kontrowersyjnego tematu, czyli obowiązku logowania do systemu Questa 2 poprzez konto na Facebooku. Skutek tego jest praktycznie niewidoczny, bo możemy nadać sobie własną nazwę użytkownika. W sklepie z aplikacjami nie znajdziemy nawet Messengera, z którego na chwilę obecną skorzystamy wyłącznie wchodząc na Facebook przez przeglądarkę Oculus. W ramach systemu możemy też dodawać do swojego konta nowych znajomych, napotkanych np. w aplikacji Oculus Venues.

Na chwilę obecną obowiązkowe powiązanie z Facebookiem przynosi jednak więcej strat i obaw niż korzyści. Przykładowo, usunięcie konta na Facebooku ma pozbawiać użytkownika dostępu do wykupionej biblioteki programów w sklepie Oculus. Można podejrzewać, że Facebook chce podobnymi praktykami zagospodarować nowy rynek oraz zdobyć kolejne dane o swoich użytkownikach. Co raczej niepokoi niż cieszy.

Jakość obrazu pozwala zanurzyć się w VR

Przejdźmy jednak do samych wrażeń z użytkowania Questa 2 i immersji, czyli poczucia zagłębienia się w wirtualny świat. Do pierwszych testów wybrałem darmową aplikację Oculus Venues, dostępną w wersji beta. To taki Facebook, w którym porozmawiamy ze znajomymi na „wirtualnym ryneczku” i pooglądamy wspólnie transmisje z koncertów, meczy itp.

Kiedy Zuckerberg snuł wizje o „pracy i konferencjach w VR” podchodziłem do tego sceptycznie. Kiedy jednak przysłuchiwałem się wirtualnym rozmowom ludzi w Venues, a w końcu pomachałem kontrolerem do jednego z nich, a ten „odmachał”, stojąc zapewne setki kilometrów dalej w swoim pokoju… Cóż, robi to duże wrażenie, a jednocześnie budzi pewien niepokój. Każdy kolejny, przybity w wirtualnym świecie „żółwik”, nieco bardziej oswaja jednak z sytuacją.

Sam wirtualny świat wciąga dzięki wysokiej rozdzielczości ekranu LCD, na którym jest wyświetlany (1832 × 1920 na jedno oko). Po pierwszym ubraniu gogli na głowę może wydawać się on nieostry, ale to wyłącznie kwestia odpowiedniego dopasowania gogli do głowy i wyregulowania zaczepów.

Mimo wszystko nie należy spodziewać się krystalicznie czystego obrazu. Wydaje się on leciutko zamazany, szczególnie na krawędziach soczewek przez które patrzymy na ekran. Wręcz niemożliwe jest jednak dostrzeżenie na nim pojedynczych pikseli piksele. Kolory są ciepłe i nasycone. Gorzej jest z kontrastami, bo czernie nie są do końca czarne (co widać kiedy wyłączymy i włączymy gogle).

Gogle wyświetlają obraz w rozdzielczości bliskiej 4K

Obraz odświeżany z częstotliwością 72 herców

Obraz wyświetlany w goglach jest również przyjemnie płynny. Ekran domyślnie odświeża go z częstotliwością maksymalnie 72 klatek na sekundę. To trzykrotność standardowych dla kina 24 klatek. Możemy włączyć również opcję eksperymentalną, odświeżania z częstotliwością 90 herców. Różnica w płynności, przynajmniej dla mnie, nie była jednak zauważalna.

Z obcowania z goglami VR HTC VIVE zapamiętałem efekt spoglądania na świat przez tunelik. Tu również jest on obecny, ale wydaje się mniejszy niż we wspomnianym urządzeniu. W zabawie może przeszkadzać również delikatne światło przedostające się do gogli przez szczelinę na nos. Kiedy jednak wciągniemy się w VR, przestaniemy zwracać na to uwagę.

Szczególnie cieszy to, że Quest 2 wyposażono również w całkiem niezłe głośniki stereo. Choć kierują dźwięk wprost do uszu, to są niestety słyszalne dla otoczenia. Do gogli można podłączyć również słuchawki przewodowe lub sparować je poprzez Bluetooth. W przypadku moich słuchawek bezprzewodowych, pojawiały się jednak opóźnienia między obrazem a dźwiękiem. Funkcja parowania jest jednak eksperymentalna.

W Quest 2 znalazł się też wbudowany mikrofon, dzięki któremu możemy rozmawiać z innymi użytkownikami w programach sieciowych. Otrzymujemy więc gotowy sprzęt do telekonferencji :).

Bez kabli, ale na baterii

Gogle pozwalają nie tylko na rozglądanie się po wirtualnym świecie, ale także chodzenie po nim, przyklękanie, nachylanie się. Brak kabla sprawia, że praktycznie nic nie wybija nas z VR-u. W razie gdybyśmy chcieli podglądnąć co dzieje się w realu, możemy skorzystać z opcji, dzięki której dwukrotne „pacnięcie” w bok gogli, pozwoli nam podglądnąć otoczenie. Działa to świetnie i jest naprawdę przydatne w praktyce.

Jedyne na co jesteśmy zdani, to wytrzymałość baterii urządzenia o pojemności 3640 Mah. Akumulator ładujemy kabelkiem USB typu C, więc nie ma problemu z poprawnym wkładaniem go do gniazda 😉. Proces ładowania trwa około 2.5 godziny, a bateria powinna wytrzymać po tym do 3 godzin użytkowania. W moim przypadku było to zwykle 2.5 godziny. To akurat czas, po którym warto odpocząć na chwilę od gogli.

Oculus Touch to świetne kontrolery

W kontrolerach już na starcie znajdują się baterie (po jednym paluszku AA)

Wirtualnym światem sterujemy za pomocą dołączonych do zestawu kontrolerów Oculus Touch. Są białe jak same gogle, niewielkie i solidnie wykonane. Wiem o tym, bo kilka razy zdarzyło mi się uderzyć nimi w drewniane meble i nie ma po tym śladu. Na końcówkach kontrolerów znajdują się sznureczki, które ubrane na nadgarstki, zabezpieczą urządzenia przed upadkiem w razie wyślizgnięcia się z ręki.

Opcje w menu i aplikacjach wybiera się wskazując je kontrolerem i potwierdzając spustami. Na każdym kontrolerze mamy również 2 przyciski funkcyjne, analogi oraz płaski przycisk do wywoływania menu systemowego. Raczej nie wciśniemy go przypadkowo, choć zdarzyło mi się to kilka razy.

Kontrolery korzystają ze zwykłych baterii, po jednym paluszku AA na kontroler Na szczęście są one dołączone do zestawu, a po 2 tygodniach użytkowania ich wytrzymałość wciąż wynosiła 100%. Podejrzewam, że mogą wytrzymać więc nawet kilka miesięcy.

Przełożenie ruchu dłoni do wirtualnego świata robi duże wrażenie

Aby ruch naszych dłoni był przenoszony do wirtualnej rzeczywistości, kontrolery muszą znajdować się w zasięgu kamer na przedzie gogli. Kamery potrzebują światła, ponieważ śledzą specyficzne obręcze na samych kontrolerach. Dzięki tym samym obręczom możemy także wygodnie odłożyć kontrolery na płaskiej powierzchni „do góry nogami”.

Co bardzo cieszy, kontrolery są niesamowicie responsywne, a każde wybranie opcji w menu skutkuje przyjemną, odpowiednio stopniowaną wibracją. Co ciekawe, kontrolery próbują także rozpoznać ułożenie naszych palców, przekładając je do wirtualnego świata. Działa to w większości przypadków dobrze, dając poczucie, że rzeczywiście manewrujemy dłonią, ściskamy przedmioty, naciskamy je itd.

Sterowanie dłońmi to funkcja eksperymentalna, którą można włączyć w opcjach

Ciekawostką pozostaje sterowanie systemem za pomocą dłoni. W mojej opinii funkcja ta wciąż pozostaje jednak opcją eksperymentalną. W dobrym świetle można co prawda przewijać strony przeglądarki i wybierać opcje poprzez złączenie palca wskazującego z kciukiem. Nie jest to jednak tak wygodne jak wykorzystanie kontrolerów i działa tylko w niektórych programach.

Jaką mocą dysponuje Quest 2?

Jak wspomniałem, Quest 2 to właściwie samodzielny komputer. Ze względu na jego niewielkie wymiary, w środku znajdziemy jednak raczej podzespoły flagowego smartfona niż wydajnego PC-ta:

  • 6GB RAMu (więcej niż 4GB w Oculus Quest 1),
  • procesor Qualcomm Snapdragon XR2, opracowany specjalnie pod kątem gogli VR.

Smartfonowe podzespoły sprawiają, że choć gry uruchamiane na goglach działają bardzo płynnie, to nie wyglądają zbyt spektakularnie, a tylko dobrze. Liczy się w nich przede wszystkim pomysł na zabawę.

Mimo braku graficznych rewolucji, przy intensywnym i dłuższym graniu, urządzenie może się nagrzać. Słychać wtedy zamontowany w środku wiatraczek. Na szczęście, przy dźwiękach płynących z samych gogli, raczej nie zwrócimy na to uwagi.

Beat Saber to gra czeskiej produkcji (twórcy zostali już „wykupieni przez Facebooka”)

64 lub 256 GB pamięci na aplikacje

Wspomniane gry i aplikacje możemy instalować w pamięci wbudowanej urządzenia. Mój egzemplarz Questa 2 posiada dysk 64 GB. Na chwilę obecną wydaje się to wystarczający wariant, bo aplikacje zajmują w większości od 500 megabajtów do 3 gigabajtów.

A jakie to aplikacje? Od prostych i raczej nieinteraktywnych doświadczeń VR po zaawansowane gry wideo. Na początku sprawdziłem dema i darmowe tytuły, w tym świetną, historyczną podróż po domu Anny Frank. Do dyspozycji otrzymujemy także wirtualne wersje Netflixa, Amazon Prime, YoutTube VR. Brakuje np. Facebooka. Gry można kupować bezpośrednio w goglach, w aplikacji mobilnej lub na komputerze. Sam sprawdziłem jak na razie popularne Beat Saber oraz Vader Immortal: Episode I, a także świetne demo polskiego Super Hot. Przeciętna cena gier to 20 do 30 dolarów, a więc około 100 złotych.

Questa 2 można również połączyć z… komputerem

Aby podłączyć Questa do PC-ta, konieczne będzie kupno kabla Oculus Link (za ok. 500 złotych) lub jego tańszego zamiennika (za ok. 100 złotych). Wpina się go do gniazda USB typu C w goglach oraz USB 3.0 w komputerze. Dzięki temu połączeniu otrzymujemy dostęp do pamięci wewnętrznej Questa. Co jednak najlepsze, możemy w ten sposób uruchomić na goglach oprogramowanie i gry zainstalowane na komputerze, dedykowane wirtualnej rzeczywistości. Niestety, choć kabel ma 5 metrów, automatycznie ładuje gogle i w miarę pewnie trzyma się w gniazdach, to jego wadą pozostaje fakt, że możemy się w niego po prostu zaplątać.

Z pomocą użytkownikom Questa przyszła jednak społeczność twórców oprogramowania. W sklepie Oculusa dostępna jest bowiem aplikacja Virtual Desktop, dzięki której komputer może połączyć się z goglami bezprzewodowo, po lokalnej sieci Wi-Fi. Konieczny jest do tego router obsługujący częstotliwość 5 gigaherców. Sprawdziłem omawiane rozwiązanie, korzystając z TEGO poradnika. Połączyłem się z siecią i… zadziałało. Opóźnienie w transmisji audio-wideo z komputera na gogle było niemal niezauważalne. Wyniosło zaledwie 29 milisekund, czyli 29 tysięcznych sekundy.

W ten sposób otrzymujemy moc PC-ta w goglach VR, bez kabli. Przy takim zdalnym połączeniu trzeba pamiętać tylko o baterii Questa. Jakość przesyłanego obrazu nie różni się od tego jaki gogle wyświetlają natywnie. Może zależeć on również od jakości połączenia, w przypadku połączenia bezprzewodowego. Testowałem w ten sposób grę Half Life: Alyx i całość działała bez zarzutu.

Ergonomia – czy to wygodne?

Noszenie gogli przez dłuższy czas może być jednak dosyć wyczerpujące dla niektórych użytkowników, zarówno fizycznie jak i psychicznie. Dlatego dobrze, jeśli z wirtualnym światem oswajamy się stopniowo. Same gogle nie ciążą na głowie, bo ważą zaledwie pół kilograma (503 gramy), mimo że w urządzeniu oprócz ekranu znajdują się również podzespoły i bateria. Fizycznie „obciążone” są przede wszystkim oczy chłonące obraz z bardzo bliska. Po 3 godzinach w goglach odczuwałem przez to lekki ból głowy. Przy samej zabawie w VR można się też realnie zmęczyć i spocić (np. przy ruchowej grze Beat Saber). Gogle odciskają się także na twarzy, więc nie polecam korzystanie z nich przed ważnym spotkaniem 😉, nawet przez Teams czy Zoom. Samo urządzenie może się wybrudzić, bo szczególnie na części z soczewkami mocno opada kurz. Gogle warto trzymać więc w pokrowcu i wyposażyć się w ściereczkę z mikrofibry.

Dodatki do Oculus Quest 2

Oprócz wspomnianego kabla Oculus Link, do zestawu możemy dokupić plastikowy uchwyt na głowę Elite Stripe. Montuje się go w miejsce dostępnego w podstawowym zestawie elastycznego paska. W droższej wersji, Elite Stripe wyposażono również w dodatkową baterię. Z moich testów wynika, że dawała ona Questowi dodatkowe 2 godziny 25 minut pracy. Ładując baterię dodatkową, ładujemy jednocześnie gogle jak i baterię. Do droższej wersji Elite Stripe’a dołączany jest również jajowaty pokrowiec na Questa 2 i kontrolery.

Oculus Quest 2 z dołączonym dodatkiem Elite Strap

Czy warto jedna kupić te stosunkowo drogie gadżety (koszt to około 500 złotych)? Przez pierwszy tydzień wydawało mi się, że elastyczny rzep na głowę w zupełności wystarczy. Po ubraniu gogli z zamontowanym Elite Stripe’m stwierdzam, że to jednak zupełnie inny komfort użytkowania. Dzięki plastikowej, wygodnej konstrukcji i pokrętle na tyle Stripe’a, gogle możemy bowiem „ścisnąć” na głowie, ograniczając osuwanie się ich z twarzy. Co prawda powoduje to, że dłużej zajmuje zdjęcie gogli z głowy. Mimo wszystko, to świetne uzupełnienie podstawowego zestawu. Ewentualnie można zastanowić się nad wyborem jakiegoś tańszego zamiennika.

Większe wątpliwości budziło we mnie jajowate opakowanie na Oculusa. Jest co prawda praktyczne, a oprócz gogli i kontrolerów zmieści się w nim też ładowarka i kabel, które możemy bezpiecznie wrzucić do plecaka. Niemniej, samo tekturowe pudełko z Oculusa jest na tyle niewielkie i estetyczne, że może z powodzeniem służyć jako pokrowiec na urządzenie.

Oculus Quest 2 to Ford T wśród gogli VR

W XIX wieku jednym z etapów popularyzacji samochodów była sprzedaż taniego i przyjaznego dla masowego odbiorcy Forda T. Możliwe, że Gogle VR przejdą podobną drogę. Do tej pory ewoluowały od sprzętu przeznaczonego dla osób interesujących się technologią, do produktu przeznaczonego dla każdego konsumenta. W przypadku Quest 2, wystarczy wyjąć go pudełka, ubrać na głowę i przejść przez banalną konfigurację.

Na chwilę obecną jest to jednak sprzęt służący głównie do rozrywki, gier, oglądania filmów, ewentualnie telekonferencji. Ze względu na ograniczoną bazę aplikacji (około 200), może przeleżeć trochę czasu w szufladzie, ale prawdopodobnie będzie z niej regularnie wyciągany.

Mobilność Questa pozwala na przenoszenie go z pokoju do pokoju lub z miejsca na miejsce. Teoretycznie z urządzania można korzystać nawet na świeżym powietrzu, ale ponieważ sami twórcy odradzali taki pomysł, nie przetestowałem go.

Pudełko jest na tyle estetyczne, że może służyć jako pokrowiec na gogle

Wirtualny świat i sterowanie nimi za pomocą kontrolerów jest wciągający, ale potrafi zmęczyć. Ekran LCD ma wysoką rozdzielczość, ale może wydawać się nieco rozmazany. Zupełnie niepotrzebna jest synchronizacja z FB, a sterowanie z pomocą rąk to wciąż funkcja eksperymentalna.

Oculus Quest 2 całościowo robi jednak bardzo dobre wrażenie. Jego wielkim plusem jest także cena. W oficjalnym sklepie, podstawowa wersja 64 GB kosztuje bowiem zaledwie 1550 złotych w przeliczeniu z euro. W polskich sklepach to już 2 tys. złotych za wersję 64 GB pamięci i 2.5 tys. za 256 GB. Warto zwrócić jednak uwagę, że cena Questa 2 rośnie znacznie jeśli dokupimy oferowane do niego gadżety. Nie są one jednak konieczne, aby korzystać z urządzenia.

Na koniec nie pozostaje mi nic innego jak stwierdzić, że Quest 2 to gogle na chwilę obecną bezkonkurencyjne i można wróżyć im świetlaną przyszłość.

Udostępnij