Konferencje

Trzeba chcieć, bo bez tego ani rusz – Wiesław Gliniak o tworzeniu innowacyjnych projektów okiem seniora

Wiesław Gliniak to, jak sam o sobie mówi, „człowiek wielu profesji”. Autor i współautor wielu nowatorskich koncepcji z obszaru ICT i mobilnych technologii, takich jak itSPP, „let me look”, m4me, Lendi, tds. Jest „latarnikiem”, który zachęca ludzi w wieku 50+ do zrobienia pierwszego kroku w Internecie. Zapraszamy na drugi wywiad z p. Wiesławem, tym razem o innowacjach.
Jak zacząć tworzyć innowacje?
Ponoć wielu rzeczy można się nauczyć, czyli zapewne tego też. Szkół o profilu „wynalazczość” chyba nie ma, zatem przedstawię, jak wg mnie to można robić – mam nadzieję, że komuś się to przyda. Przede wszystkim… trzeba chcieć, bo bez tego ani rusz (to nie tylko odnośnie kreowania nowego). Po drugie trzeba „trochę się orientować” w tematyce. Co ciekawe, niekoniecznie trzeba być super specjalistą w danej, wąskiej dziedzinie. To nawet może trochę szkodzić, ale o tym za chwilę. Po trzecie (choć wielu, zwłaszcza w biznesie, zwraca uwagę, że to powinno być „po pierwsze”) – najlepiej, jeśli to coś, co się wymyśli, służyło realizacji konkretnej potrzeby. By było pomocne komuś w czymś, coś upraszczało i przynosiło (najlepiej wymierne) korzyści. Odnośnie korzyści – dobrze jest też, gdy beneficjentów danej innowacji jest więcej (choć i to nie gwarantuje wdrożenia). Po czwarte – skorzystać z koncepcji, modelu: znane A, B, C… złączone razem daje nowe/innowacyjne X (czasem w innej, nowej branży). No i tu można zakończyć – to moja recepta na wynalazczość i innowacje. To „żadna filozofia” – tylko tyle i aż tyle. Wynalazcą i twórcą innowacyjnych rozwiązań może być każdy. Nie trzeba mieć pięciu fakultetów ani wielkiego zaplecza naukowego. Oczywiście mowa o projektach, nie rynkowych ich wdrożeniach – bo to dość daleka droga od jednego do drugiego.
Czy to faktycznie „tylko tyle”?
Tak. Przynajmniej u mnie się to sprawdza.
Czy można prosić o jakiś przykład – tak chyba będzie łatwiej zobrazować?
Proszę bardzo. Nawet kilka:

  • itSPP – nowe technologie (też mobilne) w obsłudze Stref Płatnego Parkowania. Połączenie znanych rozwiązań: praktycznie istniejącego softu (A), optoelektronicznego systemu OCR (B), mobilności (C) oraz znanego i powszechnie stosowanego systemu płatności (D) daje innowacyjne itSPP. Lepsze, tańsze, o większej sprawności działania i do tego skrajnie przyjazne kierowcom (którzy parkują swoje pojazdy w SPP i idą sobie, gdzie mieli iść; bo tak chyba powinno być).
  • TDS – komputer/tablet dla seniora (może nawet i darmowy), o którym opowiadałem u Was kilka miesięcy temu.
  • m4me – samoobsługowe stacje paliw z dystrybutorami „otwieranymi” komórką (A) wraz z systemem płatności bezgotówkowych i bez kart płatniczych (B) oraz wartościowym programem lojalnościowym (C) i dla kierowców i dla właściciela stacji. Całość oszczędzająca czas i pieniądze (kierowców i właściciela stacji) – to także wspominana wyżej potrzeba i wycelowanie w konkretne targety.
  • „Let me look” – by widzieć na swoim smartfonie online coś, co dzieje się w (prawie) dowolnym miejscu na dowolnym kontynencie.
  • „Lendi” (locate & invite; lojalnościowa platforma B2C), volley4U (indywidualne mistrzostwa świata w siatkówce), sale44 (system i aplikacja na smartfony do sprzedaży nieruchomości bez pośredników), „Ekoregio” (ekologiczne ogrzewanie np. domu biomasą, najtaniej – a może nawet i za darmo).

Czy tak samo jest w „mobile”?
Raczej tak. Zresztą, jak widać z wyżej przytoczonych przykładów, w „nowych technologiach” chyba jest jeszcze łatwiej o innowacje. Tu szanse na innowacje są większe, bo pojawiają się szybko i często całkiem nowe rozwiązania. Czyli najnowsze (po)znane A, B, C złożone w innowacyjne X na pewno będzie nowością. Paradoksalnie szanse są też… mniejsze, bo ludzie wręcz nie nadążają za zmianami. I to co było nowe 1,5 rok temu już zostało wyparte nowym-nowym, zanim stare się upowszechniło. Zatem tu sam proces wdrożenia może okazać się niepotrzebnym, bo już to coś X zastąpione zostało nowym produktem. Ale i w tak tradycyjnych branżach, jak np. rolnictwo czy ogrzewnictwo, wcale nie jest trudno o innowacje wg modelu A+B+C, z jednoczesnym patrzeniem na potrzeby i korzyści. Projekt Ekoregio to pokazuje.
Zresztą innowacje są chyba możliwe wszędzie. Znany bufor z wagonu kolejowego (załóżmy, ze ciut zmniejszony) zamontowany np. w (znanym) samochodzie, to też innowacja (bo chyba jeszcze nikt takiego czegoś nie instalował). Tyle, że może to niekoniecznie wygeneruje korzyści. Ale zasada (znane) A + B daje nowe X i tu jest spełniona. I nawet jest <mobile> 🙂 .
Wracając do Pana wynalazków – spectrum jest dosyć spore…
Tak, ale jak wspomniałem na początku – wcale nie trzeba być alfą i omegą w danej, wąskiej dyscyplinie. A raczej wręcz przeciwnie. Wydaje mi się, że szersza, interdyscyplinarna wiedza jest tu lepsza (o szczegóły zawsze można zapytać właśnie specjalistę). A jeszcze ważniejsze jest „patrzenie przez pryzmat potrzeb i korzyści”. Dlatego jakoś niespecjalnie cieszą mnie gadżety. Mniej też rozumiem „przesadzany wyścig na parametry” (po co np. w smartfonowym aparacie 16 Mpx, jeśli większości wystarcza np. 5 Mpx; chyba, że chodzi o interes operatorów by zarabiali na transmisji danych, ale wg mnie, to nie jest docelowo dobre, bo to nie jest dbanie o korzyści drugiej strony). Jeszcze odnośnie „dbania o korzyści” – jak pokazuje schyłek gruponów, brak dbania o obustronne, długotrwale korzyści eliminuje dane, innowacyjne parę lat temu, rozwiązanie (w mojej opinii korzyści sprzedawców w gruponach były iluzoryczne; zyskiwali tylko kupujący i rynek to zweryfikował). A dość sporo milionów nie tylko złotych wydano na grupony, trochę chyba w „owczym pędzie”.
Dodając przy okazji <niekoniecznie specjalistycznej wiedzy> – po piąte, warto popatrzeć na coś „po nowemu”. Specjaliści mają tu gorzej, bo patrzą przeważnie ciągle podobnie. Ktoś nowy w branży, czasem nie wie, że „coś jest niemożliwe” (zgodnie z zasadą A. Einsteina: „Zawsze coś wydaje się niemożliwe, dopóki nie zostanie zrobione”). Ten nowy nie wie, że coś tam uchodzi za taki kanon – że to coś jest niemożliwe. I… robi to.
Odnośnie wąskich specjalizacji wiedzy – to może hamować innowacyjność nie tylko z uwagi na brak wiedzy potencjalnego innowatora o B, C czy D. Specjaliści mają często też utarte ścieżki rozwoju – ulepszają ciągle to samo, ten sam produkt. Jak jest to np. kasa fiskalna, to kombinują co jej jeszcze dodać, jak przyspieszyć, zmniejszyć, itd. „Nie widzą”, że sprzedawcy i klientowi potrzebne są inne funkcjonalności, by np. wymiernie zyskiwali na zakupach.
Producent smartparkingów „męczy się”, jak skutecznie sprzedać to swoje urządzenie i patrzy na funkcjonalności i cechy smart parkingu i ew. konkurencyjnych rozwiązań i ciągle „widzi” tylko „A” – sam smartparking. A wystarczy dołożyć B i C i ew. D i się okazuje, że to nowe coś spełnia kilka dodatkowych funkcji i np. jest przez to per saldo tańsze (to elementy nowego konceptu: „Estakady+” czyli jak rozwiązać problem stawiania parkingów w centrach miast, ścieżek rowerowych i pieszych, bezpieczeństwa i ekologii, edukacji głównie młodych „przez korzyści” itd.).
Skoro to takie proste, to dlaczego Pana dobre wynalazki nie funkcjonują na rynku?
I to jest dobre pytanie (uśmiech). Też nie bardzo wiem. Może wydają się komuś „zbyt futurystyczne”, bo niektóre wydają się faktycznie… trochę śmiałe. Ale to wg mnie jest immanentną cechą innowacji – to musi być nowe. Bardzo nowe. Najlepiej jeszcze gdy to coś „nie będzie stare” też za kilka lat. Czyli trzeba myśleć dalej niż rok do przodu.
Kluczowy problem braku wdrożeń, to chyba ten wskazany wyżej – projekt, innowacyjne rozwiązanie, to jeszcze nie rynkowe wdrożenie. By to drugie zaistniało, potrzebny jest szereg różnych przesłanek razem zebranych w jednym czasie (pomysł/koncept; wdrażający, czyli grupa osób/zespół; finansowanie; czasem chęć dokonania zmian w danej firmie czy strukturze; odważne decyzje osoby/osób, itd.).
Na własny użytek mam też lekko innowacyjną koncepcję/teorię, by nieco zmienić model działań wszelkiej maści funduszy wspierających start-upy i innowacje w biznesie czy e-biznesie (fundusze VC/seed, Business Angel, inkubatory, itd.). By to oni po analizie i akceptacji samego innowacyjnego konceptu przekazali go do realizacji zespołowi ludzi przez siebie wybranych.
Zdaję sobie sprawę, że trochę „przewracam modelowe działanie” (fundusz VC oprócz pomysłu, musi widzieć zespół, który pomysł zgłasza). Moje zastrzeżenie jest tu takie, że: dlaczego fundusz VC chce powierzyć swoje (lub „swoje”) pieniądze nieznajomym, często niedoświadczonym, przypadkowym osobom? Zamiast zebrać ekipę dobrych fachowców (mają przecież relacje, wiedzą gdzie tych ludzi szukać i ile i jak im zaproponować), dobrze rokujących rozwojowi danego projektu. Którzy po 2 kwartałach dalej będą realizować projekt zgodnie z zapisami kontraktów, a nie zaczną się kłócić i rezygnować, jak czterech przypadkowo zebranych studentów, którzy sądzili pół roku temu, że „będzie świetnie”, ale się pomylili. Bo np. rynek ich zaskoczył (a jak miał nie zaskoczyć skoro nic/niewiele o nim wiedzieli „przed”?). To innowacyjna teoria dla innowacyjnych wdrożeń. Argumentacje inwestorów, że zmotywowany zespół/ludzie to druga połówka sukcesu (oprócz pomysłu) to dobra argumentacja. Ale zmotywować można też dobrze dobrany team. Może nawet łatwiej niż przypadkowo zebranych kilka osób.
Dobrze by było, gdyby pojawiało się też więcej miejsc (choćby w sieci) „spinających” te trzy główne determinanty sukcesu dla innowacji w biznesie: pomysł/koncept, osoby/zespół i inwestor/finansowanie. Może MobileTrends to zrobi? Poddaję pod przemyślenie.
Oczywiście nie twierdzę, że mam rację w swych osądach. Tak samo, jak nie twierdzę, że w/w moje rozwiązania są świetne lub przynajmniej dobre. Poza tym, tematem było „jak być wynalazcą” – i tu jakiś sposób, metodologię pokazałem. „Jak wdrażać innowacje?” – o to może lepiej spytać tych, którzy tym się zajmują. Dodam też, że kilka autorskich, innowacyjnych rozwiązań udało się wdrożyć, więc może ogólnie nie jest tak źle. Nie ma co być zbyt zachłannym.
Czyli, podsumowując: trzeba chcieć, trochę orientować się w tematyce, trzeba połączyć znane A, B i C oraz mieć na uwadze potrzeby i korzyści danego targetu i otrzymujemy receptę na innowacyjne rozwiązania biznesowe?
U mnie to działa. Fakt, ponoć jestem troszkę inny (uśmiech), ale co za problem spróbować innym? Taka techniczna uwaga: obojętnie, jak tworzymy nowe rozwiązania (mapa myśli; tabele w .xls; rysunki na serwetce, slajdy w .ppt, model Lean Canvas itd.) to fizycznie zapisujmy to. Nie pozostawiajmy w myśli/w głowie, bo i ucieknie i nie dopracuje się tego. Bo sprawdza się też zasada, że „jak się pisze to się wynajduje” – zapisane kolejne elementy składowe tworzą w umyśle wizualizację całości i często już to pokazuje brak jakiegoś elementu. I potrafimy dzięki temu projektować coś czego jeszcze nie ma, też dlatego, że „widzimy to” – potrzebna jest w danym rozwiązaniu jakaś jeszcze jedna funkcjonalność. Np. w itSPP już wiadomo było, kto ile ma zapłacić za parkowanie, więc trzeba było tylko przyjąć taką czy inną formę regulowania tej płatności. A, że najlepiej przyjąć (znaną) najprostszą i najbardziej powszechną, to taką przyjęto. I przez to itSPP jest proste i przyjazne. Znaczy jest koncept. Ale może będzie i rynkowa funkcjonalność.
Dziękuję za wywiad i zatem życzę wdrożeń.
Ja również dziękuję za rozmowę i też sobie tego życzę. Projekty czekają. Nawet te „wynalezione” kilka lat temu, dedykowane smartfonom, których jeszcze wtedy nie było. Gdyby komuś coś trzeba było wynaleźć – mogę spróbować pomóc (uśmiech). Próbujcie też sami – da się!

Udostępnij
Zobacz także