Konferencje
Mobile Trends

TRUTH Social, czyli jak Trump kompensuje sobie bana na media społecznościowe

Donald Trump to polityk, który u jednych wywołuje nadmierny zachwyt, a u innych wzbudza głęboką nienawiść. Nie sposób przejść wobec niego obojętnie, nawet inwestorom, którzy sporo zainwestowali w TRUTH, czyli nową aplikację społecznościową grupy medialnej Trumpa.

Zobacz także: Upadek dziennikarstwa? – Jaka przyszłość rysuje się przed pracownikami mediów?

Początek ambarasu wokół społecznościówki Trumpa rozpoczął się w 2021 roku, w chwili, gdy BigTech reprezentowany w tym przypadku, przez Twittera, Facebooka, Snapchata, Twitcha czy YouTube, postanowił usunąć z przestrzenii medialnej polityka.

Ku niewątpliwej uciesze nieprzychylnych mu mediów, publiczności objawił się temat możliwości korporacji do kierowania społeczną dyskusją i ograniczania wolności słowa. Był to także moment skierowania wobec Trumpa impeachmentu, a w sieci rozprzestrzeniały się teorie spiskowe o tajemniczym Q, który donosił o spisku Deep State przeciwko byłemu już prezydentowi USA, który zmuszony został do realizacji politycznych celów w zaciszu, przed oczyma gawiedzi.

Był to także moment, w którym Donald Trump zrozumiał, że nie może sobie pozwolić na takie traktowanie, wobec czego rychle ogłosił pracę nad własnym projektem.

Przekonujący Trump? 

Jak czytamy w artykule Rzeczpospolitej (z grudnia zeszłego roku) Digital World Acquisition Corp, odpowiadająca za wprowadzenie na giełdę Trump Media & Technology Group Corp., zawiadomiła, że będzie obracać kwotą prawie 300 mln dolarów, co oznaczało podwyższenie kapitału nowej spółki Trumpa do 1,25 miliarda dolarów. Spółki przeszły fuzję, a w oświadczeniu Trump Media i Digital World mogliśmy zauważyć, że pieniądze pochodzą od „zróżnicowanej grupy inwestorów instytucjonalnych”.

Głównymi inwestorami byli zwolennicy Trumpa i daytraderzy, którzy chętnie kupowali akcje firmy podczas jej debiutu. Zauważono przy tym, że wiele wilków z Wall Street nie było zainteresowanych inwestycją. Nie wszyscy chcą, aby kojarzyć nazwę ich firmy z nazwiskiem ex prezydenta, zwłaszcza po ataku jego zwolenników na Kapitol, czy jego sympatiach politycznych. Co więcej, senator Warren zwróciła się z prośbą o skontrolowanie fuzji i jej prawidłowości pod kątem potencjalnych naruszeń przepisów dotyczących papierów wartościowych i ujawniania informacji.

Problemy…

Jak widać problemy z aplikacją rozpoczynają się jeszcze przed jej stworzeniem. Podobnie było z samą jej implementacją. Media kilkukrotnie ogłaszały jej premierę, którą ostatecznie Trump Media & Technology Group (TMTG) zapowiedziało na pierwsze trzy miesiące 2022 roku.

Oficjalnie wiadomo, że aplikacja nie będzie dostępna w sklepie systemu Android OS. Trump nie pała sympatią do platformy, gdyż ta usunęła wcześniej jego aplikację Official Trump 2020 App. Wedle serwisu, nie spełniała ona standardów i wytycznych Google Play. Android Police twierdzi, że oprogramowanie bezustannie się zawieszało, nie ładowało treści i rozłączało się z siecią. Co więcej, kontaktowano się z deweloperami w sprawie naprawienia nieprawidłowości, co nie spotkało się z odpowiedzią.

Truth Social

Truth Social został otwarty 21 lutego, czyli podczas Obchodów Dnia Prezydenta w Stanach Zjednoczonych. Posiadacze iPhone’ów mają docelowo mieć możliwość wyrażania się bez jakichkolwiek ograniczeń i cenzury, choć i są media nazywają apkę tubą propagandową.

Posty nazywane są prawdami, a ich udostępnione wersje – re-prawdami. Serduszkowanie, obserwowanie, komentowanie czy wiadomości prywatne. Obserwatorzy dopatrują się tu podobieństwa aplikacji do umiłowanego przez Trumpa Twittera, który notabene jako pierwszy najpierw tymczasowo, a później permanentnie zablokował Trumpa w serwisie, za czym podążyła reszta mediów. Szum wokół tej afery spowodował także wzrost popularności innych prawicowych serwisów pokroju  Gettr, MeWe czy Parler.

Jeszcze więcej problemów…

Jak donosi Techcrunch większość użytkowników nie mogła nawet się zarejestrować do aplikacji. Weryfikacja pełnoletności również była problematyczna. – Po otrzymaniu e-maila weryfikacyjnego link wyświetlał więcej komunikatów o błędach, uniemożliwiając utworzenie konta. – czytamy w artykule.  Użytkownicy zgłaszali, że zostali zapisani na listy oczekujących, a niektórzy w ogóle nie otrzymali żadnych informacji zwrotnych. Wielu z nich nie było w stanie zakończyć procesu weryfikacji. 

Deweloperzy zauważyli również, że TRUTH Social korzystała z open source’owego kodu firmy Mastodon, którego użycie wymaga odniesień do kodu źródłowego i udostępnianie informacji o jego przeznaczeniu. Portal przypisywał sobie autorstwo do momentu pojawienia się oświadczenia Mastodona, które brzmiało: – Warunki świadczenia usług zawierały niepokojący fragment, w którym twierdzi się, że witryna jest własnością prawnie zastrzeżoną, a cały kod źródłowy i oprogramowanie są ich własnością, są przez nie kontrolowane lub mają licencję. W szczególności ani warunki, ani żadna inna część witryny nie zawierały żadnych odniesień do Mastodon, ani żadnych linków do kodu źródłowego, które są domyślnie obecne w interfejsie użytkownika Mastodon. Mastodon jest wolnym oprogramowaniem opublikowanym na licencji AGPLv3, które wymaga korzystania z niego przez każdą usługę ponad sieciową, aby publicznie udostępnić jego kod źródłowy i wszelkie jego modyfikacje – pisze Mastodon.

Spekuluje się, że niechlubny start usługi związany jest z niewystarczającymi mocami przerobowymi systemów informatycznych odpowiedzialnych za administrowanie siecią.  Stety lub niestety, w Polsce nie mamy możliwości skorzystania z tej usługi, chyba, że pozwoli nam na to nasz VPN.

Jak widać postać Trumpa pełna jest zgrzytów i niejasności. Dla jednych przejaw buntu i moralności, dla innych zgniła kreatura kierująca się portfelem. Argumentacja zależna jest od agitacji politycznych. Z jednej strony, rozbierając tę postać na czynniki pierwsze, niektórzy mogą dostrzec krzykacza z pro-putinowskim orędziem, który ogranicza dostępność swojej aplikacji, tylko do miejsca, w którym może mu ona przynieść polityczne korzyści. “Kradnie” też kod źródłowy zewnętrznemu podmiotowi i nie inwestuje w odpowiednią architekturę, mogącą utrzymać ruch w aplikacji.

Z drugiej zaś strony, łagodząc to negatywne spojrzenie, pan Donald wcale nie ma łatwego zadania na rynku. Nie jest to łatwe, w sytuacji kiedy Amazon, Alphabet czy Microsoft nie zgodziłyby się na hosting usługi, chociażby ze względów wizerunkowych, a w szerszym wymiarze z powodu własnych korzyści.

I tu widać drugą część układanki. Otóż człowieka, z którym nie zgadzają się korporacje można ot tak pozbyć się z internetu i wpływać na decyzje dotyczące polityki, biznesu i społeczeństwa. 

Powstanie “Prawdy” nie jest niespodzianką z uwagi na osobę ex-prezydenta, ale i jej falstart nie budzi zaskoczenia w obliczu przeciwników, jakich ma na drodze. Jedno jest pewne, postać byłego prezydenta USA budzi wiele emocji, a zdaniem redakcji może nawet zbyt dużo. Warto zastanowić się czemu dajemy uwagę, bo ocena i tak zależna będzie od kontekstu, którym można przecież dowolnie manipulować. Jedynym pewnikiem jest fakt, że nowa aplikacja Trumpa to tzw. porażka i nawet, gdy podniesie się z kolan, to bez odpowiedniej kampanii może sobie na rynku zbyt dobrze nie poradzić.

Udostępnij
Zobacz także